Pewnego słonecznego dnia, nieopodal stodoły, pasły się dwa osły. Podśpiewując
sobie wesoło, spoglądały na pobliski potok, gdzie stado dzikich kaczek
zachłannie goniło małą Anię ubraną na wściekle różowy kolor z rakietą tenisową
w ręce. Gdy mała Ania przystanęła aby spojrzeć daleko przed siebie, usłyszała
wewnętrzny głos który podpowiadał „o soku malinowym z pomarańczą”. Zobaczyła
coś dziwnego, ekscentrycznego chłopca, przerośniętego z kurczakiem na smyczy. Nagle smycz mu się
wyrwała a kaczki zaczęły uciekać przerażone. I role się odwróciły, a
ekscentryczny przerośnięty chłopiec zaczął biec na smyczy za kurczakiem
wykrzykując głośno melodię do wściekłego stada kaczek. Ania natomiast stała zmieszana i uciekała, i
śpiewała razem z nim, że się kocha w nim.
Lecz on na to odpowiedział, że nie wiedział, że życie jest nowelą i że
Ania już dawno pod celą majową niedzielą, układała się do snu. Stara baba się
poślizgła, przewróciła się na pysk i odkryła drzwi w betonie, które na różowo
pomalowała i się uśmiała. Otworzyła je, a tam stał sobie nagi pan, lat
trzydzieści dwa z palmą wielkanocną w
dłoni.
-Zapytała - dziadzie coś ty
wyczyniasz?
-Święcę jaja – odpowiedział
-Baba pomyślała - Na wigilię?
-Nie, na sylwestra. - Odrzekł i walnął ją palmą w łeb.
-Zdurnowaciałeś na całego a taka palma dwa metry, był z ciebie pożytek.
-Obiady przesalałaś. Tylko palma i jaja ci w głowie na kolacje, a
dzieci głodne i o jajka proszą a w lodówce tylko majonez.
Z legendarnymi sępami na ogierze
i kurczakiem na smyczy, z głową ogoloną na łyso i w szpilkach lewitujących
barwy inferno.
-Baba mówi do kurczaka - Wypijmy za zdrowie ... mamy....
-A kurczak na to - Pijemy byle nie wodę i wyciągnął pół litra Wyborowej,
-Pół litra to za mało - oburzyła
się babka na dziadka.
Tak być nie może kurczak, chce gęsi nieopierzonej, a gęś myśli o
bocianie choć bociek już dawno odleciał do Afryki. Żaby i myszy urządziły bal i
zatańczyły kankanem, potykając się o
nogi zasiadały trzy kangury które się od godziny kłóciły kto ma największą
torbę w której zmieszczą stos brokułów i brukselkę z kalarepą. Aby rozwiązać ten problem wskoczyły do skrzyni
z marchewką, stoczyły w niej walkę na
zielone pomidory - zaraz ale... co tu
robi Magda Gessler? Magda się odwraca
zaskoczona. -Wy trujecie ludzi! – krzyknęła.
Rzuciła talerzem i poprosiła szefa kuchni który okazał się przystojnym
Hiszpanem. Niestety Magda wolała Włochów
więc zrobiła prawdziwe piekło kto to posprząta.. aż tu nagle znikąd pojawił się
Superman z Lois Lane na rękach i zrobił
jeszcze większy burdel. Magdzie aż włosy
dęba stanęły a -Superman na to - oddawaj fartucha!
-Nigdy! To fartuch przeznaczenia! – odwarknęła Magda
Wtedy wkroczył Kapitan Ameryka z
butelką whisky w ręku
-Wymienię fartuch na bezdenną whisky.
-Lecz musisz coś dla mnie zrobić, zatańczyć poloneza z Magda Gessler, fikając koziołki stojąc na głowie w wielkim brzęczącym sombrero z tamburynem w
ręce i zamkniętymi oczami na dwóch
stołkach i grając pieśni na flecie
-A Magda na to - zapraszam wszystkich na najlepsza golonkę w mieście.
Lecz po chwili z kuchni doleciał
niewyobrażalny smród, pewnie woń jaj,
których nie wyszorował kuchcik bo za
dużo wypił i potem usnął snem sprawiedliwego
-Co teraz będzie? - krzyknęła Magda -
kto przyprawi golonkę?
-Ja! - zgłosił się Supermen
-My Hero - krzyknęła spłoszona
-do usług pani - powiedział szeptem Supermen
I wtedy otworzyły się z hukiem drzwi za których wyskoczył biały królik z
kurczakiem na smyczy rozejrzawszy się podejrzliwie dookoła zobaczył dużą
marchew i powiedział „Morał z tego taki, że w RS są same cudaki”
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz