niedziela, 2 kwietnia 2017

Opowiadanie



     Pewnego słonecznego dnia, nieopodal stodoły, pasły się dwa osły. Podśpiewując sobie wesoło, spoglądały na pobliski potok, gdzie stado dzikich kaczek zachłannie goniło małą Anię ubraną na wściekle różowy kolor z rakietą tenisową w ręce. Gdy mała Ania przystanęła aby spojrzeć daleko przed siebie, usłyszała wewnętrzny głos który podpowiadał „o soku malinowym z pomarańczą”. Zobaczyła coś dziwnego, ekscentrycznego chłopca, przerośniętego  z kurczakiem na smyczy. Nagle smycz mu się wyrwała a kaczki zaczęły uciekać przerażone. I role się odwróciły, a ekscentryczny przerośnięty chłopiec zaczął biec na smyczy za kurczakiem wykrzykując głośno melodię do wściekłego stada kaczek.  Ania natomiast stała zmieszana i uciekała, i śpiewała razem z nim, że się kocha w nim.
     Lecz on na to odpowiedział, że nie wiedział, że życie jest nowelą i że Ania już dawno pod celą majową niedzielą, układała się do snu. Stara baba się poślizgła, przewróciła się na pysk i odkryła drzwi w betonie, które na różowo pomalowała i się uśmiała. Otworzyła je, a tam stał sobie nagi pan, lat trzydzieści dwa  z palmą wielkanocną w dłoni.
 -Zapytała - dziadzie coś ty wyczyniasz?
-Święcę jaja – odpowiedział
-Baba pomyślała - Na wigilię?
-Nie, na sylwestra. - Odrzekł i walnął ją palmą w łeb.
-Zdurnowaciałeś na całego a taka palma dwa metry,  był z ciebie pożytek.
-Obiady przesalałaś. Tylko palma i jaja ci w głowie na kolacje, a dzieci głodne i o jajka proszą a w lodówce tylko majonez.
 Z legendarnymi sępami na ogierze i kurczakiem na smyczy, z głową ogoloną na łyso i w szpilkach lewitujących barwy inferno. 
-Baba mówi do kurczaka - Wypijmy za zdrowie ... mamy....
-A kurczak na to - Pijemy byle nie wodę i wyciągnął pół litra Wyborowej,
-Pół litra to za mało  - oburzyła się babka na dziadka.
Tak być nie może kurczak, chce gęsi nieopierzonej, a gęś myśli o bocianie choć bociek już dawno odleciał do Afryki. Żaby i myszy urządziły bal i zatańczyły kankanem,  potykając się o nogi zasiadały trzy kangury które się od godziny kłóciły kto ma największą torbę w której zmieszczą stos brokułów i brukselkę z kalarepą.  Aby rozwiązać ten problem wskoczyły do skrzyni z marchewką,  stoczyły w niej walkę na zielone pomidory - zaraz ale...  co tu robi Magda Gessler?  Magda się odwraca zaskoczona. -Wy trujecie ludzi! – krzyknęła.
Rzuciła talerzem i poprosiła szefa kuchni który okazał się przystojnym Hiszpanem.  Niestety Magda wolała Włochów więc zrobiła prawdziwe piekło kto to posprząta.. aż tu nagle znikąd pojawił się Superman z  Lois Lane na rękach i zrobił jeszcze większy burdel.  Magdzie aż włosy dęba stanęły a -Superman na to - oddawaj fartucha! 
-Nigdy! To fartuch przeznaczenia! – odwarknęła Magda
 Wtedy wkroczył Kapitan Ameryka z butelką whisky w ręku 
-Wymienię fartuch na bezdenną whisky.
-Lecz musisz coś dla mnie zrobić, zatańczyć poloneza z Magda Gessler,  fikając koziołki stojąc na głowie  w wielkim brzęczącym sombrero z tamburynem w ręce i zamkniętymi oczami  na dwóch stołkach  i grając pieśni na flecie 
-A Magda na to - zapraszam wszystkich na najlepsza golonkę w mieście. 
Lecz po chwili  z kuchni doleciał niewyobrażalny smród,  pewnie woń jaj, których nie wyszorował kuchcik bo  za dużo wypił  i potem usnął   snem sprawiedliwego
-Co teraz będzie? - krzyknęła Magda -  kto przyprawi   golonkę?  
-Ja! - zgłosił się Supermen
-My Hero -  krzyknęła spłoszona 
-do usług pani - powiedział szeptem Supermen
    I wtedy otworzyły się z hukiem drzwi za których wyskoczył biały królik z kurczakiem na smyczy rozejrzawszy się podejrzliwie dookoła zobaczył dużą marchew i powiedział „Morał z tego taki, że w RS są same cudaki”

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz